Godzina 'W' w Wyszkowie. Miasto zatrzymało się, by oddać hołd powstańcom
Punktualnie o 17.00 w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego nad Wyszkowem rozległ się dźwięk syren alarmowych. Na chwilę zamarło całe miasto, a mieszkańcy w ciszy i zadumie uczcili pamięć tych, którzy 63 dni walczyli o wolną Polskę. To był moment, który połączył pokolenia.
Uroczystości, jak co roku, zgromadziły tłumy przy rondzie u zbiegu ulic gen. Józefa Sowińskiego i Pułtuskiej, gdzie stoi pomnik „Gloria Victis”. Wśród obecnych nie zabrakło przedstawicieli władz samorządowych, środowisk patriotycznych, harcerzy, a także członków klubu motocyklowego Free Horses, którzy przy dźwięku silników zapalili race. Nad tłumem powiewały biało-czerwone flagi – zarówno w dłoniach uczestników, jak i przypięte do motocykli.
Wspomnienia, które poruszają do dziś
Podczas uroczystości przywołano niezwykle poruszające wspomnienia uczestników powstania. Ewa Michalik przytoczyła słowa Barbary Bobrownickiej-Fricze ps. „Oleńka”, sanitariuszki, która dzień przed wybuchem powstania otrzymała zadanie obiegnięcia miasta z listą adresatów. Jej relacja maluje obraz ogromnego poświęcenia i determinacji młodych ludzi.
Przed Powstaniem byłam łączniczką, przed dzień jego wybuchu dostałam długą listę osób, które miałam zawiadomić o godzinie i miejscu zbiórki. Zaczęło się. Miałam rower, bardzo ciężki, co było ułatwieniem, bo adresaci mieszkali w różnych częściach odległych dzielnic, na wyższych piętrach, bez windy. Wnosiłam po schodach ten rower. To było ponad siły niedożywionej dziewczyny, a zostało wykonane. Ostatek sił został mi na powrót do domu na Żoliborz. Następnego dnia po południu ulicami spieszyli młodzi ludzie, kryli pod połami ubrań broń. Wszyscy nieśli niewielkie paczuszki. Była to żywność na trzy dni. Tyle miało potrwać powstanie. Znikali z naszych oczu na drogach i w tramwajach. Całkowita dekonspiracja, zdumienie, a więc jest nas tak wielu...
Barbara Bobrownicka-Fricze ps. „Oleńka”, sanitariuszka, uczestniczka Powstania Warszawskiego
Przypomniano także słowa gen. Zbigniewa Ścibora-Rylskiego ps. „Motyl”, który mówił o euforii pierwszych dni, ale też o trudnych chwilach, gdy patrzyło się na głodne dzieci i matki, które mimo tragedii nie narzekały. Jego wspomnienia to świadectwo ogromnej siły ducha powstańców i cywilnej ludności Warszawy.
Pierwsze dni to była euforia, która opanowała żołnierzy ze wszystkich jednostek. Przecież ci wszyscy chłopcy i dziewczęta nie wiedzieli, jak to się skończy. Wszystko było przygotowane na starcie, które miało trwać kilka, maksymalnie kilkanaście dni. Później miała przyjść pomoc ze wschodu lub zachodu. Najtrudniejsze było patrzenie na te maleńkie dzieci i biedne matki, które nie miały czym nakarmić swoich niemowląt. Widziałem te strasznie biedne matki, które mimo tak ogromnej tragedii nie narzekały. Rozumiały, że Polska będzie silna, gdy kolejne pokolenia będą silne i oddadzą wszystko, co w ich mocy.
gen. Zbigniew Ścibor-Rylski ps. „Motyl”, uczestnik Powstania Warszawskiego
Pamięć i historia, która wciąż żyje
Ewa Michalik, podkreślając wagę tych spotkań, zwróciła uwagę na to, jak ważne jest pielęgnowanie pamięci o wydarzeniach sprzed lat. Jej słowa były wyrazem hołdu dla wszystkich, którzy walczyli i ginęli za wolność stolicy i całej Polski.
Po raz kolejny spotykamy się, by upamiętnić te dramatyczne wydarzenia, które miały przynieść wolność stolicy i całej Polsce. Choć od tamtego 1 sierpnia minęło już tyle dziesięcioleci, echo tych wydarzeń wciąż żyje w naszych sercach. Chylimy czoła przed żołnierzami Armii Krajowej, sanitariuszkami, łączniczkami i cywilnymi mieszkańcami Warszawy, którzy zapłacili najwyższą cenę za miłość do swojego miasta i ojczyzny. Cały Wyszków i cały powiat wyszkowski pamięta.
Ewa Michalik, organizatorka uroczystości
W dalszej części przypomniano historyczne tło zrywu. 1 sierpnia 1944 roku Warszawa stanęła do nierównej walki z niemieckim okupantem. Powstanie, planowane na kilka dni, przerodziło się w 63-dniową heroiczną walkę, która pochłonęła tysiące ofiar i doprowadziła do niemal całkowitego zniszczenia stolicy. Brak wsparcia ze strony sojuszników przesądził o tragicznym finale, ale duch walki i pamięć o bohaterach pozostały żywe.
Kulminacyjny moment i wspólne śpiewanie
Kulminacyjnym punktem obchodów było złożenie kwiatów i zapalenie zniczy przy pomniku „Gloria Victis”. W uroczystości wzięły udział delegacje samorządów gminnych i powiatowych, przedstawiciele instytucji, służb, szkół, harcerze, organizacje społeczne oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy Wyszkowa i okolic. To oni są żywym dowodem na to, że pamięć o bohaterach nie gaśnie.
Druga część obchodów przeniosła się na Plac Miejski, gdzie odbył się koncert pod hasłem „Pamiętamy”. Zespół wokalny Scala Sancta zaprezentował program „(Nie)zakazane piosenki” z czasów Powstania Warszawskiego. Na scenie wybrzmiały takie utwory jak „Pałacyk Michla”, „Mała dziewczynka z AK” czy „Warszawskie dzieci”. Artystom towarzyszyła Młodzieżowa Orkiestra Dęta OSP w Wyszkowie pod batutą kapelmistrza Roberta Krajewskiego. Publiczność chętnie włączała się do wspólnego śpiewania, tworząc wyjątkową, pełną emocji atmosferę.
Dla lokalnej społeczności to nie tylko coroczna data w kalendarzu. To lekcja patriotyzmu i przypomnienie, że wolność nie jest dana raz na zawsze. Udział tak wielu mieszkańców, od najmłodszych po seniorów, pokazuje, że wartości, o które walczyli powstańcy, są wciąż żywe i ważne dla kolejnych pokoleń wyszkowian.
Obchody w Wyszkowie pokazały, że pamięć o bohaterach Powstania Warszawskiego jest tu pielęgnowana w wyjątkowy sposób. Od symbolicznego zatrzymania miasta w godzinę „W”, przez wzruszające wspomnienia, po wspólne śpiewanie powstańczych piosenek – to wszystko buduje silną więź z historią. Organizatorzy zapowiadają, że uroczystości rocznicowe na stałe wpisały się w kalendarz wydarzeń miasta i będą kontynuowane w kolejnych latach.
Informacje przekazał Urząd Miejski w Wyszkowie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!